Dojdź do siebie. Kobiece rozmowy bez filtra u Magdy.

„Dojdź do siebie. Kobiece rozmowy bez filtra u Magdy” to blog, który powstał z myślą o kobietach, które odkładają siebie na później.

Tu rozmawiamy bez filtra o tym, o czym często milczymy na co dzień — o wątpliwościach, wstydzie, relacjach, kryzysach i decyzjach. O lęku przed zmianą i o potrzebie, by w końcu zadbać o siebie.

To miejsce dla tych z nas, które czują, że „coś” w ich życiu domaga się uwagi, ale jeszcze nie są pewne, czy terapia lub coaching są dla nich.

Być może zobaczysz tu siebie w historiach innych kobiet. I poczujesz, że nie jesteś z tym sama, by dojść do siebie.

O terapii, zależności i narcyzach. Rozmowa o dochodzeniu do siebie.

Lila wpadła z impetem do gabinetu. Jak zwykle zresztą. Nie mogę sobie przypomnieć momentu, gdy wchodziła spokojnie. Może te pierwsze razy, gdy się poznawałyśmy, takie były. Ale odkąd się przyjaźnimy, wchodzi jak do siebie 😉 i robi to zawsze spektakularnie.

Ale Lila taka właśnie jest. Głośniejsza niż inni, bardziej dynamiczna, zawsze gdzieś widoczna. I emanuje taką energią, że oświetliłaby nią miasto, takie jak Grudziądz. I za to ją właśnie lubię. Między innymi, bo lubię ją jeszcze za wiele innych rzeczy, ale dzisiaj nie o tym.

Lilka wstawiła czajnik z wodą i rozsiadła się na fotelu. Zanim woda zaczęła wrzeć, zdążyła mi wyłuszczyć, co tym razem ją zaintrygowało.

„Psycholog to moda?” – rozmowa, która nie dawała spokoju.

– Magda, byłam dzisiaj u fryzjera i przy myjce wywiązała się rozmowa z innymi klientkami. No bo wiesz, ten mój fryzjer ma trzy stanowiska do mycia głowy obok siebie. No i nie wiedziałam, kim są tamte babki, ale nagle jedna z nich zaczęła mówić o psychologu. Że to bez sensu, że to teraz taka moda, ze wszystkim lecieć do psychologa. No i znasz mnie – od razu mną zatrzęsło i mnie odpaliło. No że jak to tak… moda modą, ale kto jak nie taki specjalista jak Ty na przykład, może nam pomóc, kiedy sami nie jesteśmy w stanie?

Czajnik wydał dźwięk, że woda się zagotowała. Lila wyciągnęła kubek z szafy – ona jest jak u siebie – wsypała herbatę, zaparzyła i usiadła z powrotem na fotelu.

– No i mówię Ci, zatrzęsło mną po całości. Bo coś tam było o wychowywaniu dzieci, że teraz te dzieciaki to są inne niż kiedyś. Że już tak się nie słuchają, że mają swoje zdanie, że to ich interesuje, a tamto nie. I że czasy inne… ale Ciebie też, Magda, rusza, jak ktoś tak gada, prawda?

– Rusza na maksa. Bo co, to dzieci się teraz inaczej rodzą, czy co? A kto te dzieci wychowuje na takich ludzi, jakimi się stają? Rusza mnie, kiedy ktoś mówi, jakie to dzieci są, takie czy śmakie, a nie widzi swojej roli w tym wszystkim. No i jeszcze „zapomniał wół, jak cielęciem był”.

Społeczne przekonania, „co ludzie powiedzą?”.

– No właśnie, to mnie też oburzyło. Że ta kobieta mówi o dzieciach, jakby to one same się stworzyły i wychowały. Ale słuchałam cierpliwie, bo wiemy obie, że nie ma nic gorszego, jak cudze dzieci wychowywać i mądrować się na ten temat. Bo można sobie wrogów narobić.

No ale jak zaczęła mówić o tym, że bez sensu z dziećmi do psychologa, bo teraz taka moda, to już się odezwałam. I mówię do niej– a z tym psychologiem to akurat popieram. Warto skorzystać, gdy ma się problem. Warto iść do kogoś, kto nas wysłucha bez osądzania i krytykowania i pomoże zobaczyć inną perspektywę niż ta, w której się poruszamy. I po prostu w bezpiecznym miejscu dojść do siebie – to ostatnie zaakcentowałam nawet mocniej, żeby jej się w głowie zapisało 😉

– No i co? – byłam bardzo ciekawa reakcji tej klientki.

– No i zapadła cisza. Babka jeszcze coś tam mówiła, ale już nie w temacie. A mnie zalały myśli i rozkminy. Jak bardzo ludzie się boją, jak bardzo nie ufają takim osobom jak Ty – w sensie specjalistom od wsparcia psychicznego i emocjonalnego. Albo jak nikłą wiedzę mają w tym temacie – Lila się zamyśliła.

„Poradzę sobie sama” – mit, który trzyma w miejscu.

– Smutne, ale prawdziwe. Mam wrażenie, że w naszym społeczeństwie nadal funkcjonuje przekonanie, że jak do psychologa czy terapeuty, to tylko „czubki” chodzą. Że to jest wstyd i że to jest nadal społecznie napiętnowane – „patrz, to ta, co do tej terapeutki lata. Taka mądra, a sobie nie umie poradzić ze sobą. A te specjalisty to tylko pieniądze od człowieka wyciągają. Ja tam w takie czary-mary nie wierzę”.

–Fajnie to przedstawiłaś, jakbym tych ludzi słyszała teraz. Tak to mniej więcej wygląda – nie pójdę, bo mnie będą palcami wytykać. Albo jak już się zdecyduję, to tak, żeby nikt nie wiedział – Lila zrobiła poważną minę.

– No ale dobrze by było, gdyby najbliżsi wiedzieli, że potrzebujesz dojść do siebie i korzystasz ze wsparcia terapeuty – często mam takie zdanie – no chyba, że to właśnie oni są głównym problemem do przerobienia. – Wyjrzałam przez okno, dzisiaj jest tak słonecznie. – Niestety dość często zdarza się, że rodzina czy bliskie osoby nie chcą, żebyś poszła na terapię, bo wtedy tracą nad tobą władzę.

Tak jest najczęściej w relacjach toksycznych i zależnych. Bo kiedy osoba – potencjalna klientka zdecyduje się na terapię i wchodzi w ten proces na całego, a wskutek tego zmienia swoje podejście, spojrzenie na świat i ludzi, sposób myślenia i działania, to te osoby, które są wokół i do tej pory czerpały korzyści np. z uległości i przywiązania klientki, zaczynają ponosić ogromne straty w tej relacji. Dla tej strony, która rządziła i dyrygowała kończy się złoty okres władzy i profitów. No powiedz mi Lilka, kto chce być stratny? Tym bardziej że niektóre schematy trwają latami. Kto chce się pozbyć korzyści?

Skąd bierze się zależność w dorosłym życiu?

– Jezu, Magda, masz rację. Znam kilka takich kobiet, które pozwalają sobie wchodzić na głowę przez partnera, dzieci, rodziców i w pracy nawet. Umęczone, wyssane, nieszczęśliwe. Ale nie potrafią przerwać tego magicznego, gorzej, tragicznego kręgu. Bo boją się, że jeśli tylko coś zmienią, zbuntują się, czy po prostu postawią na siebie, to zostaną odrzucone. Albo ktoś się na nie obrazi. No masz rację – to często się dzieje. A do Ciebie też przychodzą takie babki?

– Wiesz, że obowiązuje mnie tajemnica „spowiedzi”. Ale mogę Ci powiedzieć, że takie tematy są poruszane u mnie w gabinecie. I tak,często jest trudno wyjść z takiego schematu zależności i przywiązania. Bo wiesz, my to wszystko dostajemy w dzieciństwie.

Najczęściej taka zależna osobowość miała kiedyś np. nadopiekuńczych rodziców, którzy odbierali jej sprawczość i kompetencje do samodzielnego podejmowania decyzji. Taka osoba zależna nie wie później tak naprawdę, kim jest i co lubi. No i potrzebuje innych, by zapewnili jej poczucie bezpieczeństwa. Ale też polega na innych, żeby uniknąć odpowiedzialności.

Zobacz Lilka, jakie to proste – osoba zależna nie pójdzie tak po prostu do terapeuty czy psychologa, bo musiałaby wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje, wybory i działania. A ona nie jest na to gotowa. Pójdzie dopiero wtedy, gdy ktoś jej powie: idź – ktoś, komu wierzy i ufa. Ale i tak będzie jej trudno się ze sobą mierzyć.

 
Zależność i narcyz – dlaczego tak często idą w parze?

– Magda, czy takie zależne osoby nie są najczęściej w związkach z narcyzami?

– Tak, Lilka. NARCYZ + OSOBA ZALEŻNA to układ idealny – dla narcyza na pewno. Dla zależnej też, ale do czasu. Aż przestaje dźwigać to, co jej narcyz serwuje.

Ale może o narcyzach pogadamy innym razem. Za pół godziny mam sesję z klientką. Dopij proszę herbatę i papa J.

Lilka uśmiechnęła się życzliwie. Wychyliła herbatę jednym haustem.

 – Magda, a u tego fryzjera, jak wróciłam na fotel, to ta babka z myjki usiadła na stanowisku obok. Więc przyjrzałam się jej w lustrze. I wiesz co? Zobaczyłam szarą, smutną kobietę w średnim wieku – tak około czterdziestki. Ona wyglądała tak, że chciałam jej dać Twoją wizytówkę i powiedzieć, żeby się do Ciebie odezwała i mogła razem z Tobą dojść do siebie. Bo wyglądała na naprawdę nieszczęśliwą.

Och jakbym chciała te wszystkie kobiety przyprowadzić tu do Ciebie. – Lilka uściskała mnie mocno.

U mnie zawsze jesteś mile widziana 🙂

Kochana jest. Jeszcze całkiem niedawno sama korzystała z terapii u mnie. A później się zaprzyjaźniłyśmy. I od tego czasu wpada tak do mnie do gabinetu i rozmawiamy przy herbacie o ważnych sprawach. A czasami o tych mniejszej wagi.

Jeśli jesteś ciekawa naszych kolejnych spotkań, wpadaj na mojego bloga. Zapraszam Cię też do mojego gabinetu w Bydgoszczy lub online – gdy tylko uznasz, że chcesz, potrzebujesz i jesteś gotowa.

U mnie zawsze jesteś mile widziana. I mam spory wybór herbat – Lilka aż tak dużo nie pije 😉

O narcyzach i relacjach zależnych porozmawiamy następnym razem. Być może znajdziesz tam odpowiedzi na pytania, które od dawna w Tobie czekają.

Magdalena Gackowska

Praktyk terapii IFS, coach – na co dzień pracuję z kobietami i pomagam im Dojść do Siebie w trudnych momentach w życiu. Szczególnie po rozwodzie, rozstaniu, w kryzysie w relacji lub w pracy oraz po traumie – wspierając kobiety w procesie dochodzenia do siebie. W moim gabinecie oswajasz zmianę, budujesz poczucie wartości i pewność siebie, a także odkrywasz zasoby, które niekiedy uśpione latami, czekały na ten właśnie moment.